sobota, 29 listopada 2014

Z rudych na blond czyli jak rozjaśniłam włosy w domu / jak pozbyć się rudego odcienia


Ostatnio wiele osób pytało mnie w jaki sposób udało mi się rozjaśnić moje rude włosy do tak jasnego odcienia blond. Powiem szczerze że zastanawiałam się czy zamieścić tego posta bo fryzjerką nie jestem, za swoje włosie odpowiadam sama i biorę na klatę wszelkie możliwe konsekwencje...nie chciałabym by ktoś stosując się do moich "rad" zrobił sobie krzywdę, popalił włosy lub osiągnął nieoczekiwany kolorystyczny i niekoniecznie pożądany efekt.
Umówmy się że napiszę jak przeszłam metamorfozę z rudzielca na blondynkę a Wy jeśli będziecie chciały użyjecie tego "przepisu" biorąc odpowiedzialność na siebie, uwzględniając przy tym rodzaj włosów, ich odcień początkowy a także ich ogólną kondycję.
Może tak być?? No to zaczynamy!!:)



W zależności od efektu końcowego czyli tego jaki chcemy osiągnąć (ja marzyłam o bardzo jasnym odcieniu bez żółtych refleksów) musimy nastawić się na rozjaśnianie w kilku etapach.
Nie ma opcji by z rudych włosów o ciepłym odcieniu uzyskać od razu chłodny odcień blondu. Sądzę że już łatwiej by było gdy kolorem wyjściowym jest szatyn lub naturalny chłodny brąz...

ETAP 1
Dekoloryzacja
Powinnam napisać rozjaśnianie. Jednakże produkt którego użyłam raczej nie rozjaśnia a jedynie "wyciąga" ciemny pigment z włosów. Nie zawiera amoniaku i ma całkiem przyjemny zapach.

Zwykły rozjaśniacz śmierdzi, pali włosy, podczas stosowania niejednokrotnie włosy się nagrzewają więc możecie sobie wyobrazić jak silne procesy chemiczne zachodzą w naszym biednym włosiu.
Ok. Podaję nazwę i pokażę fotki ściągnięte z netu bo akurat nie mam już tego specyfiku "na stanie";)

Alfaparf Supermeches


niebieski proszek cena na allegro około 7-8 zł

Do tego należy dokupić wodę Alfaparf Oxido emulsję utleniającą.


Dostępna jest woda 3, 7, 9 i12%. Ja wybrałam 9 % Do kupienia na allegro za około 9 zł.

PROPORCJE
Na jeden proszek 1 i 2/3 wody 9%.

Ważne aby oba składniki dokładnie z sobą wymieszać by nie było niespodzianek.
Mieszankę trzymałam na włosach 40 minut. Na Waszych włosach może to być inny czas. Ale pamiętajcie aby nie był dłuższy niż 45 minut!
Nakładanie najlepiej zacząć od tyłu głowy oraz miejsc gdzie zazwyczaj najpierw nakładałyście swoją dotychczasową farbę (tam pigmentu jest najwięcej).
Podczas trzymania mieszanki na włosach najlepiej lekko przesuwać dłońmi wzdłuż kosmyków by kosmetyk wniknął wgląb włosia. Kontrolujcie stopień rozjaśniania co parę minut!!! Ja cały czas sprawdzałam czy włosy nie "gumkują".

Na poniższej fotce pokażę Wam efekt po rozjaśnianiu i po dwóch farbowaniach.
 Przez jakiś czas męczyłam się z rudymi refleksami na długości około 10 cm od skóry. Pierwsze 4 dni chodziłam w czapce;) Nie będę ściemniać że efekt był od razu zachwycający;)


Widać pomarańczowe refleksy. Zaraz napiszę jak się ich pozbyłam...ale pokolei...

ETAP 2
Farbowanie
Po ściągnięciu koloru Wasze włoski będą zapewne w różnych odcieniach blondu , rudy też się będzie przewijać. No nie będzie dobrze!!!
Ja miałam pod ręką farbę blond rozjaśniającą z Garniera. Może być to inna farba np. Joanna ale musi być w nazwie że jest rozjaśniająca i nazywać się szary blond, srebrzysty blond, popielaty blond.
Nazwa musi sugerować że jest to chłodny odcień zawierający niebieskie pigmenty!!!
Platyna, perłowy, złocisty ODPADA!!
 Jak już pisałam miałam farbę z Garniera Color Naturals 111 Bardzo bardzo jasny naturalny popielaty blond.
Nałożyłam tą farbę i trzymałam około 20-25 minut. Powinnam dłużej ale się bałam;)

Po umyciu włosy miały nadal żółtawy odcień, pomarańczowe refleksy.
Nakładałam na nie tony odżywek i chodziłam w czapce;)
Po 4 dniach powtórzyłam farbowanie ale nakładałam mieszankę tylko na rudziejące kosmyki i było już znacznie lepiej.


Co mogę poradzić na zbicie żółtych i rudych refleksów??
O ile zbijanie żółtych jest całkiem proste bo wystarczy fioletowy szampon np. z Rossmanna do siwych i rozjaśnianych włosów o tyle z rudościami jest już gorzej.

Na początku radziłam sobie z nimi przy użyciu maseczki do włosów z gencjaną
PRZYGOTOWANIE

Do ulubionej maski/odżywki do włosów (ja używam Alterra z owocem granatu) dodajemy ostrożnie niewielką ilość gencjany roztwór wodny (do kupienia w aptece)
Ja nałożyłam maskę do plastikowego kubka i mieszałam w nim patyczkiem kosmetycznym nasączonym gencjaną. Lepiej nie wlewać gencjany bezpośrednio do maski bo łatwo przesadzić i wyglądać później jak kucyk pony. Maska powinna mieć liliowy odcień.
Fioletową maseczkę nakładałam na włosy po myciu i trzymałam około 10 minut. W sumie fajna sprawa bo przy okazji reanimowałam i odżywiałam włosy po zabiegu dekoloryzacji.


Fioletowy szampon do włosów siwych oraz farbowanych na blond

Wypróbowałam szampon Joanny, nic nie dawał. Kupiłam Schaumę w fioletowej butelce i to był strzał w 10! Używam go do tej pory co 2 lub 3 mycie.

Farbowanie pojedynczych pasm bibułą

To było jeszcze gdy widoczne u mnie były rude kosmyki a rozjaśniane pasma miały tendencję do łapania żółtych tonów.
Kierując się zasadą że czerwone tony zbijamy kolorem niebieskim a żółte fioletowym spróbowałam z tym prostym sposobem jakim jest zwilżona wodą bibuła.
Kupiłam taką ciemnogranatową i delikatnie przeciągałam nią po zwilżonych włosach. Potem dopiero mycie i odżywka (już bez gencjany;)

Odpowiedni dobór farby do włosów/farby o chłodnych tonach
Powiem szczerze że miałam w sklepie problem. Właściwie większość farb do włosów blond ma ciepłe odcienie. Z chłodnymi było ciężko. Palette pomimo obietnic na opakowaniu tylko podjaśniał włoski ale nie dawał już tego fajnego odcienia o jaki mi chodziło.
Udało mi się kupić farby  Joanna
Mieszam ze sobą dwa odcienie odcień gołębi i srebrzysty pył i mam taki odcień jak na zdjęciu poniżej:)



Wymarzony efekt osiągnęłam stopniowo. Cały czas dbając o włosy i stosując maski, oleje i odżywkę/wcierkę Jantar (o pielęgnacji zrobię osobny post).
Rozjaśnianie rozpoczęłam w lipcu. W sierpniu i wrześniu zrobiłam przerwę od farbowania i dałam włosom odpocząć, hodując przy okazji całkiem pokaźny odrost;)

Proszę Was jeszcze raz abyście tego posta potraktowały jedynie jako wskazówkę. Bardzo uważały i były naprawdę ostrożne.
Odradzam Wam jakiekolwiek rozjaśniacze!
Sama nieraz zrobiłam sobie nimi krzywdę. Z chęcią przeprowadziłabym całą "operację" u fryzjera ale oni zwyczajnie nie są chętni na tego typu akcje. Fryzjer który się kiedyś tego podjął (a miał zrobić ze mnie rudzielca z brunetki) zwyczajnie zmasakrował moje włosie. Miałam na głowie pasemka blond, czarny i rudy i wtedy uratowałam się proszkiem Alfaparf!! Od tego czasu wszystkie zmiany przeprowadzam sama w domu.

Zatem z rozwagą i niech moc będzie z Wami!!!:);)



czwartek, 27 listopada 2014

Eden


Ostatnie dni ciągną się niemiłosiernie. Nie dość że jestem chora, którego to stanu nienawidzę to jeszcze czekam na wielkie wydarzenie, które nastąpi jutro!
Wydarzeniem tym jest otrzymanie kluczy do mieszkania. Tak tak moje drogie, do tej pory przez ponad miesiąc troszkę się tułaliśmy.
Trudno było nam znaleźć mieszkanie w dobrej cenie, w dobrej lokalizacji i do wynajęcia od zaraz.
Trafiliśmy do miasta studentów, tu każde mieszkanie jest na wagę złota, ceny za to wyższe niż w jakimkolwiek innym mieście w UK:( 
 Udało nam się co prawda znaleźć fajne lokum ale okazało się że odbywa się tam mały remont, który miał potrwać około tygodnia. Z tego tygodnia zrobiły się dwa, potem trzy....
Uwierzcie mi że łatwo narzekać na domowe obowiązki, marudzić że nie chce się gotować, sprzątać i robić prania. Ale domyślam się że gdybyście zostały pozbawione szafy w której możecie powiesić ubrania a także lodówki i pralki to po kilku dniach zrobiłoby Wam się "smutno". Tak jak mi gdy myślę o mojej piankowej spódniczce gniotącej się w walizce albo gdy mijam w sklepie słoiki pesto, torebki makaronu razowego i ustawiam się w kolejce po gotową pizzę (fuj!! mam już dość pizzy, ryby z frytkami i lasagne)!!

Tak przez ten miesiąc marzyłam żeby ugotować makaronik, upiec ciasto i przygotować kubek gorrrącej czekolady.
Jutro moje marzenie się spełni a weekend minie mi w radosnej atmosferze !!!
Będę prać i gotować i nareszcie poczuję że mam własny kąt!

Zdjęcia jeszcze z Polski z minionego weekendu. Tej jesieni/zimy postanowiłam częściej zakładać spódniczki i wogóle pokazywać nogi. Co prawda jestem strasznym zmarzluchem ale rajtki o grubości 200 DEN załatwiły sprawę;)
Zestaw codzienny, nazwijmy go zwyklakiem. Wszystkie elementy poza botkami są Wam doskonale znane. Mała puchowa kurtka jest tu jedynym kolorowym akcentem a wielka torba z frędzlami była tego dnia idealna, musiała zmieścić sporo rzeczy;)
Wracając do butów dorwałam je za naprawdę śmieszną sumę na allegro. Spodziewałam się niezbyt dobrej jakości, z mojego śledztwa wynika że to buty Mustang!!
Wygodne i świetnie się prezentują. Wyglądają masywnie tak jak chciałam, typowe bikery ale w rzeczywistości są bardzo lekkie i można w nich spacerować godzinami:)











bikery allegro, spódniczka Reserved, puchówka C.H. Ptak,
torba Primark,
czapka Primark,
okulary Brylove


Foto MICHU

wtorek, 25 listopada 2014

Poison


Trochę mnie tu nie było ale wróciłam:)
Na swoje usprawiedliwienie mam to że podróżowałam. Do rodziny w odwiedziny;) Zajęło mi to kilka dni, poświęciłam cały mój czas i uwagę bliskim...ale jednocześnie bardzo się za Wami stęskniłam!!!
Teraz nadganiam. Z przyjemnością odwiedzę moje ulubione blogi:)

Chwyciło mnie też jakieś przeziębienie. Od miesiąca walczyłam z atakującymi zewsząd zarazkami. Większość znajomych swoje odchorowało. Kaszel, zatkany nos...jak z reklamy;)
 W końcu padło na mnie:(
 Mam nadzieję że szybko mi przejdzie i nie rozchoruję się na dobre...

Zestaw który miałam na sobie w niedzielę poskładałam z elementów które mają swoją "historię" i które kupiłam w odległych od siebie miejscach na przestrzeni dobrego roku.
Płaszcz French Connection dorwałam w łódzkim lumpeksie pod koniec lata i pokazałam Wam już w tym poście. Rękawiczki również z lumpeksu ale w New Market (tak w UK też są fajne lumpki!!!:)), no i futrzasty komin prosto z wiosennych zakupów w Barcelonie, który zawsze będzie mi się kojarzył z naszym hiszpańskim "maratonem".
 Pojechaliśmy w odwiedziny do kolegi aby wspólnie zwiedzić to wyjątkowe miasto. I wiecie co? To były chyba najbardziej intensywne 4 dni w moim życiu. Wychodziliśmy z domu około 9 rano, zabieraliśmy z sobą kanapki i włóczyliśmy się po mieście całymi dniami zwiedzając zarówno typowo turystyczne miejsca jak i te dalekie od wytyczonych w przewodnikach. Czasem udało mi się zaciągnąć chłopaków do jakiegoś sklepu i złowić ciuszka z wyprzedaży.
Dzień kończyliśmy kolacją o 22. Nóg wprawdzie nie czuliśmy ale te wszystkie magiczne miejsca, malownicze uliczki, szerokie plaże pozostaną nam w głowach i sercach na zawsze:)
Podsumowując...zdałam sobie sprawę że zimowe ubrania kupuję latem a letnie zimą. Dość przewrotnie nie sądzicie?;)










płaszcz French Connection (sh), torebka Primark,
botki nn, futrzasty komin Bershka
okulary Brylove,
nausznica Parfois,
rękawiczki sh


Foto  MICHU



Przypominam Wam o możliwości wykonania manicure hybrydowego w salonie Karoliny 
Powołując się na mojego bloga zapłacicie jedynie 35 zł!

piątek, 21 listopada 2014

Paznokietki/manicure hybrydowy


Ostatnio sama przyłapałam się na tym, że gdy nadchodzi jesień zamieniam się w leniwego śpiącego niedźwiedzia, któremu nie chce się za bardzo dbać o swój wygląd....Tak wiem jak to brzmi!!;)
Ale same powiedzcie czy tak nie jest?
Gdy zbliża się lato wszystkie zaczynamy się odchudzać, wydajemy kasę na balsamy ujędrniające, liftingujące i ogólnie upiększające...Biegniemy do fryzjera, dbamy o koloryt cery i o paznokcie.
Na tych ostatnich chętnie widzimy ładne kolorki a także zdobienia. Jesienią za to naciągamy na grzbiet ciepłe ciuchy, czapkę na oczy i modlimy się by w drodze do pracy, szkoły za bardzo nie wiało!!
No i wiecie co?
Nastrój nam siada, tyłek obwisa, cera szarzeje, Zaczynamy miewać doły...doły leczymy czekoladą...tyjemy i za 3 miesiące zacznie się lament! Hihi!! Znany temat??;)
Ja powiedziałam sobie już dziś OGARNIJ SIĘ!!! Zaczęłam od poprawy kolorytu cery bo blada jestem straszliwie, zaczęłam testować pewien fajny i całkiem popularny kosmetyk ale to już innym razem (recenzja kosmetyku ukaże się na blogu za tydzień).

Dziś będzie o paznokciach, ich zdobieniu a także o tym jak łatwo poprawić sobie humor i troszkę się zrelaksować:)
Ostatnio bardzo modne stało się malowanie paznokci w najróżniejsze odjechane wzorki. Jednak ja chyba jestem bardziej "skromna" w tej kwestii. Lubię zadbane, mocne paznokcie w intensywnym, lśniącym kolorze.
Poniżej przygotowałam kilka inspiracji pazurkowych.
Wszystkie zdobienia są pięknie i starannie wykonane! Sama nie dałabym rady zrobić czegoś tak idealnego dlatego postanowiłam wybrać się do salonu kosmetycznego Karoliny gdy tylko będę w Poznaniu:)
To właśnie Karolina jest autorką poniższych zdobień:) Obiecuję pokazać zdjęcia tego co powstanie na moich paznokciach. Postanowiłam bardziej o siebie zadbać a jak coś Wam obiecam to łatwiej będzie mi swoje założenia zrealizować.

Kochane jeśli jesteście z Poznania lub okolic to zachęcam Was do wizyty w salonie, który znajduje się na osiedlu Bolesława Śmiałego ( dokładny adres i telefon TU  )
Powołując się na mojego bloga manicure hybrydowy w cenie
 35 zł :)
Może się tam spotkamy;)
Zachęcam Was także do polubienia Fb oraz skorzystania z innych usług tj. masaż relaksacyjny lub przedłużanie rzęs.


Piękny czarny manicure ze srebrzystym akcentem, idealny na jakąś wystrzałową imprezę!



                                Naturalne i śliczne! Te maleńkie kokardki mnie urzekły:)


Mój zdecydowany faworyt!!! Czerwień i czerń plus małe ćwieki idealne o jesiennych stylizacji;)


Masaż i kosmetyka Karolina Stakun
oś. Bolesława Śmiałego 37
Poznań
tel. 663 259 568


środa, 19 listopada 2014

Wymarzone sznurowane sandałki z Boohoo.com


Zdarzyło Wam się kiedyś "dostać" dosłownie obsesji na punkcie konkretnej pary butów???
Mi przydarzyło się to już parę razy ale nigdy choroba nie przebiegała w tak ciężki i drastyczny sposób;)
Zaczęło się około półtora roku temu. W łódzkim outlecie Reserved przymierzyłam śliczne sznurowane w ten charakterystyczny sposób szpilki.
Obcas był idealny, buty wygodne i nie pytajcie mnie dlaczego ich wtedy nie kupiłam bo do dziś nie mogę tego przeżyć że je wtedy zostawiłam na sklepowej półce.
Po kilku miesiącach BUM!!!
 Na wszystkich blogach, na ulicach w Zarze, wszędzie one!!!
Kupiłabym Zarowe ale wysokość obcasa była zabójcza a same buty zwyczajnie niewygodne:(
Znalazłam je w popularnym sklepie internetowym i nawet miałam je już w koszyku tylko wypatrzyłam że nie są sznurowane do końca. Tuż przy palcach były po prostu wycięte. Moja wąska stopa na 100% wyjechałaby na chodnik.
Poddałam się, śniły mi się nadal, serduszko bolało na wspomnienie tych z Reserved...
Wiecie jak to jest prawda? Widzicie coś super, wracacie do domu, myślicie obsesyjnie a na następny dzień dana rzecz jest niedostępna i nawet sklep online nie chce być pomocny...

W sobotę w ramach rozpoznania tutejszych sklepów internetowych zajrzałam na stronę boohoo.com i oniemiałam z zachwytu!!!
Pięć minut później przesyłka była opłacona, w poniedziałek rano pani kurier przywiozła paczkę no i SĄ!!!!:):):)

Czyż nie są przepiękne??
Nie przeszkadza mi nawet fakt że mamy późną jesień. Może wybiorą się ze mną na sylwestra.
 A może ubiorę je do grubych rajstop...Nieważne, ważne że są!!




sznurowane sandały boohoo.com

poniedziałek, 17 listopada 2014

Candy



Post miał być już wczoraj ale się nie udało, jest dziś:)
Pogoda w weekend spłatała figla (jak to zwykle bywa), zamiast słońca ulewa. Zdjęć tylko troszkę ale na szczęście było całkiem ciepło, więc wskoczyłam w spódniczkę którą kupiłam w lumpku jeszcze przed wyjazdem i której nie miałam dotąd okazji Wam pokazać.
Czapkę, torbę i buty dokupiłam już na miejscu...powoli kompletując swoją garderobę;)
Buty już zresztą widziałyście, podobnie jak naszyjnik.
Sweter to prezent od Miśka:)

Jesień i zima większości z nas kojarzy się z ciemnymi kolorami i szarościami (które zresztą sama uwielbiam zwłaszcza w postaci cieplutkich i milutkich bluz idealnych na jesienno-zimowe chłody). 
Takich ubrań w sklepach jest mnóstwo, są bardzo praktyczne...Jednak bardzo się cieszę że w tym roku na sklepowych wieszakach przybyło pasteli i ciuchów w mocnych i intensywnych odcieniach:)
Powiedzcie szczerze nie macie czasem dosyć "skromnej" gamy kolorystycznej gdy kolejnego zimowego ranka otwieracie szafę i widzicie jedynie ciemne kolory ??
Ja czasem mam wrażenie że stale chodzę w tym samym...chociaż nie, od jakiegoś czasu zaczęłam kupować bardziej "charakterne" ubrania, stosując metodę pół na pół. Połowa to intensywne barwy i wzory, połowa stonowana...dobra baza dla tworzenia zestawów. 

Czy swetry, płaszcze i spódnice na sezon jesień-zima w kolorach fuksji, kobaltu, czerwieni albo rozbielonego różu są dla Was nowością?
A może od zawsze starałyście się urozmaicać szafę, dodając szczyptę szaleństwa "do smaku"?
Jak dobieracie te wszystkie cudownie puchate, miękkie i ciepłe elementy waszej garderoby?
Piszcie jestem ciekawa co najchętniej nosicie zimą!!!
:)













spódnica New Look (sh), sweter Primark, torba Primark
czapka Primark, buty Primark,
okulary Brylove,
naszyjnik Parfois


Foto  MICHU

piątek, 14 listopada 2014

NOWOŚCI / TROCHĘ KOSMETYCZNIE they're Real! push up liner Benefit, pomadka MUA flamingo, kremy do rąk TBS coconut hand cream i hemp hand protector


Cześć!
Dziś post bez stylizacji. Nie będzie sukienek powiewających na wietrze, potarganego włosia i plenerów. Za to pokażę Wam moje skromne zakupy, które poczyniłam w tym tygodniu:)
Tego typu posty czyli nowości, kosmetyki może jakieś drobne tutoriale fryzjerskie będą pojawiały się częściej. 
Powody tego są dwa. Po pierwsze będzie to pewnego rodzaju urozmaicenie. Sama lubię tego typu wpisy. Czasem podglądam nowości u innych, lubię być też zorientowana co warto kupić a czego się wystrzegać (jeśli chodzi o kosmetyki). Po drugie. Godziny pracy a pora roku. Zdjęcia możemy pstrykać z Michem tylko w weekendy. W tygodniu jak wiadomo szybko robi się teraz ciemno. Same rozumiecie...

Wracając do nowości. 
Nie ma tego zbyt wiele, szaleństwa nie było;) Zrobiłam się ostatnio wybredna i dosłownie medytuję przy sklepowym regale zanim cokolwiek zaniosę do kasy.
Tak czy inaczej do grona moich torebek dołączyła urocza mała czarna na złotym regulowanym łańcuszku a armię ciepłych zimowych czapek zasiliła pastelowa różowa "słodycz" z zabawnym pomponem;)





Zarówno torebkę jak i czapkę zobaczycie już w niedzielę w nowej stylizacji.
Kupione w Primarku.

A teraz UWAGA!!! Będzie recenzja!!
Recenzji na moim blogu jak na lekarstwo. W zasadzie nie wiem czy się one na cokolwiek przydadzą ale jak coś polubię to trąbię o tym wszędzie. Na drogeryjnych półkach zalega sporo bubelków.
Taki nietrafiony kosmetyk to coś czego nie znoszę. Kosmetyków u mnie niezbyt wiele, maniaczką nie jestem, kosmetyki kolorowe prawie u mnie nie schodzą. Jedyne czego sobie nie potrafię odmówić to pomadki w jakimś przyjemnym kolorku...
Zatem zakup czegoś co jest kiepskie albo zwyczajnie się u mnie nie sprawdza niesamowicie mnie wkurza. Świadomość nietrafionego zakupu, kosmetyku który ląduje w koszu doprowadza mnie do łez.
Tym razem jednak tak nie było!!
A dlaczego???
Już Wam o tym opowiadam...


Podstawa mojego makeup'u to wygładzona cera, wyraźne kreski na górnej powiece i kolorowa pomadka.
Od dawna szukałam idealnego eyelinera. Mam małą, lekko opadającą powiekę która dodatkowo dość znacznie się "tłuści". W połowie dnia patrzę w lusterko i nie widzę już kreski tylko czarny rozmazany kleks na górnej powiece. Dodatkowo eyelinery, których dotąd używałam miały kolor zbliżony do czarnego, nigdy czarny. Taki mało intensywny, wyblakły.
Ostatnio w moje ręce wpadła próbka eyelinera Benefit. Był dołączony do magazynu Elle.
Całą drogę do domu byłam nim niesamowicie zaciekawiona i podekscytowana możliwością przetestowania kosmetyku.
Po powrocie otworzyłam pudełeczko, wypadło z niego maleńkie plastikowe coś zakończone gumką...
Dół!!! ;);)

Po chwili olśnienie i zachwyt...trwające do dziś.
they're Real! push-up liner Benefit to prawdziwe cudo!!
W próbce było tylko 10g, używam go już tydzień! Kreski są wyraziste i czarne jak smoła. Niesamowicie trwałe!! Trzymają się nawet na mojej "trudnej" powiece caluteńki dzień. Nakładam go na minimalną ilość podkładu i po uprzednim lekkim przypudrowaniu powieki.
Aplikacja jest niesamowicie łatwa. Wystarczy nacisnąć gumową końcówkę aby wydobyć niewielką ilość kosmetyku, który sam sunie po powiece. Gumowa, lekko ścięta końcówka idealnie rozprowadza tusz i pozwala łatwo wymodelować kreskę!
Tak bardzo go pokochałam, że gdy tylko mi się skończy kupię produkt pełnowymiarowy. 




Drugi kosmetyk, który chciałam Wam pokazać to pomadka do ust MUA w odcieniu Flamingo.
Kolorek bardzo jasny, niesamowicie cukierkowy i delikatny.
Pomadka daje matowe wykończenie a to właśnie uwielbiam najbardziej.
Ładnie się rozprowadza i dobrze trzyma ust, ale wymaga poprawek co jakiś czas, zwłaszcza po jedzeniu i piciu. Rekompensuje to odcień oraz niska cena około 5 zł. Ja kupiłam w Superdrugstore i zapłaciłam funta:)
Warto przed jej użyciem zadbać o kondycję skóry ust ponieważ troszkę podkreśla suche skórki.
Nie zmienia to faktu, że ją uwielbiam i jest to już moja trzecia matowa pomadka MUA.


Poniżej zdjęcie na którym starałam Wam się przybliżyć rzeczywisty odcień obu kosmetyków.


Na koniec dwa ulubione kremy do rąk The Body Shop.
Michowy Hemp Hand Protector , taki trochę męski w zapchu ale ja uwielbiam mu go podbierać;) 
I mój Coconut Hand Cream w małej sprytnej tubeczce w sam raz do torebki (30 ml).
Oba kremy dobrze nawilżają i natłuszczają skórę. Do tego obłędnie pachną i dobrze się wchłaniają, pozostawiając skóre naprawdę mięciutką:)
Zresztą wystarczyłby mi sam zapach;))


No to co? Podobają Wam się takie posty? Mogę pisać dalej?
Piszcie i dajcie znać jakie fajne kosmetyki ostatnio odkryłyście. Jestem ciekawa kosmetycznych nowinek!!!

Aaaa!!!
I miłego, leniwego albo imprezowego (według potrzeb) weekendu Wam życzę!
Uściski**